BAŚŃ ZIMOWA

Cieszmy się! Błoń zakwitła pierwszym śniegu puchem.
Rozdzwoń swe serce śmiechem, w białe dłonie klaśnij!
Wybiegniem na mróz nadzy i z ostrym podmuchem
Damy włosom swym użyć wietrznej, psotnej waśni.
"W biały ogień wyiskrzy nam mróz krew czerwoną!

Wicher hula! Z łoskotem lód pęka na rzece!
Po błoniach, kędy stopy w pianach śniegu toną,
Polecę, na pierś wziąwszy cię swą, hej, polecę!
Tam bór stary, gdzie zima serce swe ukryła,
Srebrny kwiat szronolihtny, w szkle lodu zamknięty...
Gdzieś dawno bajka moja łzy tęsknot zeń piła...
Przetom czasem jak święty... czasem jak przeklęty...
Ostre biczyska mrozu dzielnie tną nam twarze. -
W powietrzu odmłodzonern, suchem i wesołem
Lećmy igrając z mrozem, aż nam się ukaże
Bór, gdzie nikt nie był dotąd, a my będziem społem.
Lekkim i skocznym tanem ścigajmy wichr w biegu,
Mróz rozpętał swe szczęście, oszalał z radości!
Ostrożnie, byle jeno nie pokalać śniegu,
Bo zima rozkochała się w swojej białości. - 
 Całe niebo wełnistych, puszystych obłoków
Padło na ciche pola. - Ja cię, jak wichr, niosę,
Za nami już sto stai;iń, przed nami sto kroków
I oto bór! - Skocz z piersi mej na stopy bose...


 
Wstrzymaj oddech... Bór wkoło ponury i ciemny,
Gałęzie obarczone śniegami śpią w głuszy...
Wnętrza gęstw mrok rozszerza trwożny i tajemny...
Wkuło tak uroczyście i cicho jak w duszy...


A wśród boru śniegami zawiana polana,
Weselom nocnych wichrów dając wolne pole,
Jak jakaś biała chwila życia zapomniana,
Marzy... tą samą bielą co na twoim czole...


  
Rozpatrz się... Tam zaryta w sypkie zasp okopy
Chata chroma... Ta w śniegu wydeptana smuga
W nią wiedzie... Nie wiesz, czyje ubiły ją stopy...
Mrok pada, okno ciepłym światłem na nas mruga...
 Strzecha gnie się pod pierzyn ciężarem puchowym,
Co przypomnieniem ciepła wnętrze chaty grzeje...
Krawędź strzechy zjeżona szeregiem lodowym
Sopli... Zwierz-mróz sio zimnym rzędem zębów śmieje..
Zmierzch pada... Błękitnieją fioletem zasp wały.
Ukryjmy się za pniami... Cicho... Za chwil kilka
Będą się tutaj dzisiaj dziwne dziwy działy...
Mrok otwiera swą duszę... Dech w piersi umilka...
A szyby okien śmieją się światła gawędą...
Drzewa się wnet obudzą i wnet się ożywią
(Gdy miesiąc błyśnie) cichą radością, że będą
Dziwić się temu, czemu co nocy się dziwią...
Na widnokręgu księżyc wyrwał się z ciemności,
Przedarł się przez chmur śnieżną siejbę i drzew ciszę,
Tknął polanę Gatunkiem swej srebrnej miłości
I światłem zagrał w sople jak w szklane klawisze...
A drzewom krew zamarła ocknęła się w żyłach
I radością ruszyły się w ziemi koronie...
Powiew niepokój budzi w białych śniegu pyłach,
Padających jak kwiaty z niebiosów w omdlenie...
I srebrna zawierucha śniegu i księźyca

Zapukała w wesołe okna cieplej chaty...
Drzwi się rozwarły, blade wyjrzały z nich lica
I wyszedł z izby starzec biały i brodaty...
Miał biały płaszcz włochaty śnieżystym kożuchem,
Na który długa broda kładła srebro siwe;
Włos mlecznej siwej głowy żył wiatru podmuchem
I zatarł starzec ręce ucieclią szczęśliwe...
Przesunął wzrok po soplach lśniących szklanym sznurem,
Uciszył dłonią wiatru zabawy i swary,
A śnieg na skroń mu padał... padał... aż kapturem
Wysokim, miękkim nakrył mu głowę i bary...
Starzec wziął dwie gałązki w dłonie... ważył chwilę
I zagrał w sople lodu jak w szklane cymbały...
Płaty śniegu się porwą jak białe motyle
I zawiodą marzący, lotny taniec biały...
A biały gędźbiarz zimy gra... Bór słucha czarny
I słuchając polanę obstąpiły kołem
Zwabione wilki, dziki, niedźwiedzie i sarny,
Oszołomione cudu śnieżnego żywiołem...
A biały gędźbiarz zimy gra.,. W lodowe sople

Dzwoni, aż w sen rozpieścił okrąg leśnej głuszy...
Padają kwiaty śniegu i jak szklane krople
Spadają dźwięki w biały zachwyt naszej duszy...
Leopold Staff

MIJA ROK

 ~ fragment wiersza
 
Mija rok, dobry rok,
Z żalem dziś żegnam go,
Miejsce da nowym dniom,
Stary rok, dobry rok

Mija dla nas dniem szczęśliwym,
W którym znów jesteśmy razem.
Nieraz nam smutek niósł,
Nieraz nam radość niósł.

Pierwszej gwiazdy dziś zapytaj
Co następny rok przyniesie.
Czekam ja, czekasz ty,
Północ już, zegar zaczął bić.
                            Krzysztof Dzikowski

KOCHAM ZIMĘ

Śnieg zasypał ogród cały
i rozścielił dywan biały
tuż za domem i przed domem
na trawniku i chodniku
i w sadzie i w warzywniku.
W białych sukniach strojne drzewa
wiatr zimową pieśń im śpiewa
ule wdziały czapy białe
a krzewiny kopulaste
peleryny też pierzaste
że rozpoznać ich nie sposób
pośród zasp i białych stosów.
Śnieżne górki i pagórki
jakieś fale i kopułki
wiatr przenosi i układa
a śnieg ciągle jeszcze pada.
Tyle piękna jest w przyrodzie
nawet jeśli nos nam zmrozi
lodowatą da pierzynę
kocham zimę
kocham zimę.
                          Zofia Kobyłecka
                                                              Fot. Chibusia


WIECZÓR WIGILIJNY

To właśnie tego wieczoru,
gdy mróz lśni, jak gwiazda na dworze,
przy stołach są miejsca dla obcych,
bo nikt być samotny nie może.

To właśnie tego wieczoru,
gdy wiatr zimny śniegiem dmucha,
w serca złamane i smutne
po cichu wstępuje otucha.

To właśnie tego wieczoru
zło ze wstydu umiera,
widząc, jak silna i piękna
jest Miłość, gdy pięści rozwiera.

To właśnie tego wieczoru,
od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy
Bóg rodzi się w człowieku.
                                        Emilia Waśniowska

CHOINKA

Śnieżek prószy i prószy!
Chodźmy do leśnej głuszy
po świerk mały.
Zapach jego już znacie,
będzie pachniał nam w chacie
jak las cały.

Postawimy go w kącie,
damy szatki błyszczące
srebrem, złotkiem.
Zawiesimy kwiateczki,
koguciki, gwiazdeczki,
serduszka słodkie.

A co dalej? - Toć wiecie,
gdy narodzi się dziecię
wśród pasterzy,
zaśpiewamy wzruszeni
przy świerkowej zieleni,
„W żłobie leży”.
                                             Lucyna Krzemieniecka

MODLITWA NIENARODZONEGO

Mężczyzno i Kobieto, którzy jesteście na Ziemi.
Wy nas tworzycie.
My, jeszcze nienarodzeni, błagamy was:
Pozwólcie nam jeść nasz chleb powszechni,
Który buduje nasze ciała.

Pozwólcie nam mieć czystą wodę,
Która ożywia naszą krew.
Pozwólcie nam mieć czyste powietrze,
Takie, by każdy oddech był pieszczotą.
Pozwólcie nam dotykać płatków jaśminu i róży.
Które są tak delikatne jak nasza skóra.

Mężczyzno i Kobieto, którzy jesteście na Ziemi.
Wy nas tworzycie.
My, jeszcze nienarodzeni, błagamy was:
Nie dawajcie nam świata pełnego gwałtu i strachu,
Ponieważ nasz dusze będą pełne gwałtu i strachu.
Nie dawajcie nam przemocy i nie zostawiajcie zatrutej ziemi,
Ponieważ nasze ciała będą chore i obrzydliwe.

Pozwólcie nam raczej zostać tam, gdzie jesteśmy.
Niż posyłać nas
Do skręcającej się w bólach, samą siebie niszczącej ludzkości.

Mężczyzno i Kobieto, którzy jesteście na Ziemi.
Wy nas tworzycie.
My, jeszcze nienarodzeni, błagamy was:
Jeśli jesteście gotowi kochać i być kochanymi,

Wezwijcie nas na tę Ziemię
Tysiąca cudów
I urodzimy się,
By kochać i być kochanymi.
                  Diana Whitmore
                    ~ "Napisałam ten wiersz sercem"



PRZYPOWIEŚĆ O ORLE

Pewien człowiek znalazł jajko orła.
Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie.
Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt
i wyrósł wraz z nimi.
Orzeł przez całe życie
zachowywał się jak kury z podwórka,
myśląc, że jest podwórkowym kogutem.
Drapał w ziemi szukając glist i robaków.
Piał i gdakał. Potrafił nawet
trzepotać skrzydłami
i fruwać kilka metrów w powietrzu.
No bo przecież, czyż nie tak właśnie fruwają koguty?
Minęły lata i orzeł zestarzał się.
Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą,
na czystym niebie wspaniałego ptaka.
Płynął wspaniale i majestatycznie
wśród prądów powietrza,
ledwo poruszając potężnymi, złocistymi skrzydłami.
Stary orzeł patrzył w górę oszołomiony.
- Co to jest? - zapytał kurę stojącą obok.
- To jest orzeł, król ptaków - odrzekła kura. - Ale nie myśl o tym. Ty i ja jesteśmy inni niż on.
Tak więc orzeł więcej o tym nie myślał. I umarł wierząc, że jest kogutem w zagrodzie. 
Anthony de Mello z książki "Przebudzenie"



BYĆ SMOKIEM

 Gdybym jak Salomon
miała wyrazić życzenie,
chciałabym być smokiem,
symbolem władzy nieba.
Smokiem małym jak jedwabnik lub ogromnym:
Czasem niewidzialnym.
 
Szczęśliwe istnienie!
                                  Marianne Moore

TRZY DRZEWKA

 Pewnego razu, na wzgórzu, rosły sobie trzy drzewa. Rozmawiały one o swoich marzeniach i nadziejach, kiedy pierwsze z nich powiedziało: "Mam nadzieje, że pewnego dnia będę skrzynią, w której trzymane będą klejnoty. Będę wypełnione złotem, srebrem i cennymi klejnotami. Będę mogło być ozdobione rozmaitymi rzeźbami i każdy będzie mógł zobaczyć moje piękno."
 
    Wtedy drugie drzewo powiedziało: "Może pewnego dnia stanę się potężnym statkiem. Uniosę na swym pokładzie króla i królową i popłyniemy poprzez szerokie wody aż na krańce wiata. I każdy będzie czuł się bezpiecznie, z powodu solidności kadłuba, który ze mnie będzie zbudowany."

     W końcu trzecie drzewo powiedziało: "Chce rosnąć, aby być najwyższe i najbardziej proste w całym lesie. Ludzie zobaczą mnie na szczycie wzgórza i będą spoglądać na moje gałęzie, i my leć o niebie i o Bogu i o tym, jak blisko Jego jestem. Ja będę największym drzewem wszechczasów i ludzie zawsze będą o mnie pamiętać."

     Po kilku latach modlitwy o to, aby ich marzenia się spełniły, grupa drwali natknęła się na nie. Kiedy jeden drwal zbliżył się do pierwszego drzewa odrzekł: "To tutaj wygląda na mocne, silne drzewo, wydaje mi się, że będę mógł sprzedać je stolarzowi" i zaczął je ścinać. Drzewo było szczęśliwe, ponieważ wiedziało, ze stolarz zrobi z niego piękną skrzynie.

     Przy drugim, drwal powiedział: "To drzewo również wygląda na mocne, powinienem je sprzedać do stoczni" i drugie drzewo również było szczęśliwe, bo wiedziało, że jest to dla niego możliwość stania się potężnym statkiem.

     Kiedy drwal podszedł do trzeciego drzewa, drzewo było przerażone, gdyż wiedziało, ze jeżeli zostanie ścięte, jego marzenia się nie spełnią. Jeden z drwali postanowił sobie je zabrać.

     Wkrótce po przybyciu do stolarza, z pierwszego drzewa zostały zrobione karmniki, koryta i żłoby dla zwierząt. Zostało więc postawione w stodole i wypełnione sianem. To wcale nie było to, o co drzewo się modliło. Drugie drzewo zostało cięte i zrobiono z niego małą łódkę rybacka. Skończyły się jego sny o staniu się potężnym statkiem i braniu na swój pokład koronowanych głów. Trzecie z nich zostało pocięte na wielkie belki i pozostawione w ciemności.
 
    Lata mijały, i drzewa zapomniały już o swoich marzeniach. Pewnego dnia mężczyzna i kobieta weszli do szopki. Kobieta urodziła i położyła niemowlę na sianie, wypełniającym żłobek zrobiony z pierwszego drzewa. Drzewo mogło odczuć powagę tego wydarzenia i wiedziało, że nosi największy skarb wszechczasów.

     Minęło nieco lat. Grupa ludzi wybrała się na połów w łódce zrobionej z drugiego drzewa. Jeden z nich był bardzo zmęczony i ułożył się do snu. Kiedy wypłynęli na szerokie wody, zerwała się burza i drzewo pomyślało, że nie będzie wystarczająco silne, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Mężczyźni obudzili śpiącego, a on wstał i powiedział "Pokój!", a wtedy burza ustała. Wtedy już drzewo wiedziało, że ma na swoim pokładzie Króla królów.

     W końcu przyszedł kto i zabrał trzecie drzewo. Było niesione ulicami, tłum zaś kpił z człowieka, który je niósł. Kiedy się zatrzymali, człowiek ten został przybity gwoździami do drzewa i podniesiony, aby umierać na szczycie wzgórza. Kiedy nadeszła niedziela, drzewo zrozumiało, że było wystarczająco silne, aby stać na szczycie wzgórza i być tak blisko Boga jak tylko możliwe, ponieważ to na nim został ukrzyżowany Jezus.

   Morał tej historii jest taki, że kiedy wydaje ci się, że wszystko idzie nie po twojej myśli, zawsze wiedz, ze Bóg ma dla ciebie pewien plan. Jeśli Mu zaufasz, obdarzy cię hojnie. Każde z drzew otrzymało to, o co prosiło, ale nie w sposób, w jaki to sobie wyobrażało. My nigdy nie wiemy, jakie są plany Boga wobec nas. Wiemy tylko, że Jego drogi, nie są naszymi drogami, ale Jego drogi są zawsze najlepsze.
                                                                                                   

  ~ z netu 

 

W KRAINIE WILKA

 


Pośród połonin
i wzgórz Bieszczad
wznosi się kraina,
gdzie przyrody trwa
nieskalany pejzaż,
co budzi zachwytem
- a knieja zasłuchana
w wycie wilków
przegląda się
w księżycowej pełni...
        Krzysztof Jan Szpetkowski

PORANEK

 

Budzi się z nocy
z ciszy uśpienia - wypływa ...
Wstaje z ciemności
z szarości nieba ...
Wznosi się, wschodzi
z mgły bladej nicości
z pustki zagubienia
z otchłani niebytu ...

Brzask słońca!
Świt jasny!
Dzień nowy!
Blask tworzenia!
               Krzysztof Jan Szpetkowski

JAPOŃSKIE HAIKU ŚMIERCI / NIE ŻYJE AKTOR Z FILMÓW "SZYBCY I WŚCIEKLI"

Tylko śmierć zna spokój
Życie jest
jak rozpuszczający się śnieg
 
NANDAI

O świcie
kwiaty otwierają
bramy raju
 
SAIMU
 
Jesienne kwiaty mej modlitwy
kryją w sobie
nasionka raju
 
KINEI

Pożegnalny prezent
dla mego ciała -
ostatni oddech
 
ENSEI

Tej nocy kiedy zrozumiałem
że świat jest jak kropla rosy
Przebudziłem się ze snu
 
RETSUZAN

Odchodzę w bezchmurne
niebo i zimny księżyc
moje serce wciąż czyste 
SENSEKI

Śmiertelne wiersze
są jak sen
śmierć pozostaje śmiercią
 
TOKO

Budzę się i widzę
kolorowy irys
z mego snu
 
SHUSKIKI

W moim sercu
lód rozpuszcza się
w czystą wodę
 
HYAKKA

Samotny liść opada
w czystym
jesiennym powietrzu
 
GOHEI


ANIOŁ OGNISTY

Anioł ognisty - mój anioł lewy
Poruszył dawną miłości strunę;
Z tobą - o! z tobą - gdzie białe mewy,
Z tobą - w podśnieżną sybirską trunę,
Gdzie wiatry wyją tak jak hyjeny,
Tam, gdzie ty pasasz na grobach reny.

Z grobowca mego rosną lilije,
Grób jako biała czara prześliczna,
Światło po nocy spod wieka bije
I dzwoni cicha dusza - muzyczna.
Ty każesz światłom onym zagasnąć.
Muzykom ustać - duchowi zasnąć....

Ty sama jedna na szafir święty
Modlisz się głośno - a z twego włosa,
Jedna za drugą - jak dyjamenty 
                                                                             Gwiazdy modlitwy - lecą w niebiosa.
                                  Juliusz Słowacki

NAJPIĘKNIEJSZA CHOINKA

Najpiękniejsza choinka -
cała w świecącym szronie.
Na drzewku najpiękniejszym
za dnia słońce pali zimne ognie,
nocą gwiazda na czubku płonie.

Najpiękniejsza choinka
ma zielonych szyszek długie wisiory.
Na najpiękniejszym świerku
gromada ptaszków ćwierka –
niebiesko – żółte sikory.

A to właśnie ptasia kolęda
na sikorki, mysikróle rozćwierkana.
A to najpiękniejsze leśne święta,
najpiękniejsza choinka nie ścięta,
szronem , gwiazdą, sikorami ubrana
dla nas. 
                                      Joanna Kulmowa

SERCE...

Serce.
Chyba lepiej być bez serca.
Wówczas byłoby o wiele łatwiej.
Prościej.
A na pewno mniej boleśnie.
Bo jak mam teraz żyć, skoro moje serce
zostało zdruzgotane?
Roztrzaskane.
Zmiażdzone.
A mimo to nadal bije.
Nie chcę tego.
Chciałbym przestać odczuwać cokolwiek,
stać się zimnym głazem, obcym dla wszystkich,
nieznajomym dla siebie.
Tak bardzo chciałbym zapomnieć.
O tym, co zrobiłem.
Ale jeszcze bardziej chciałbym...
chciałbym powiedzieć jej,
co naprawdę czuję.
Lecz... czy jeszcze potrafię?
Czy kiedykolwiek będę umiał...?
                             Autor nieznany

ŻYCIE BEZ MIŁOŚCI...

Życie bez miłości to czas bez nadziei
to korowód godzin cięższych od kamienia
i pustka nocy oblewanych łzami,
których nie zatrzyma krucha ściana świtu
to kroki wleczone codziennie po schodach
nie wiadomo dokąd
nie wiadomo po co
to obrywanie kartek z kalendarza
kiedy w dzień kolejny nikt drzwi nie otworzy
i nikt uśmiechu nie poda jak kromki chleba
to gorycz herbaty pitej wciąż samotnie
bo przy stole znowu siądzie nieobecność
po takim życiu boli nawet życie wieczne
                                     Ks. Wacław Buryła

POD TYM SAMYM KSIĘŻYCEM...



Pod tym samym księżycem
jesteśmy smutni i samotni.
Mężczyzna w Australii i ja.
Gdy księżyc wschodzi, mówi on: Księżycu,
latoroślo moich czułych życzeń,
zaszczepiona na polach
samotności,
planeto miłości daremnej.
Czemu sam jestem
w te ciepłe noce lata?
 




I mówię ja: Księżycu,
gwiazdo srogości i zimna,
latarnio czuwających,
którzy nigdy nie kochają.
Czemu nikogo ja nie kocham
w te chłodne noce zimy?
I księżyc słucha nas,
kiedy śpiewamy i płaczemy
i zmienia się w medalion
błyszcząco-złocisty,
jaki wieszają na szyi
pobożne siostrzyczki,
gdy z pielgrzymki

powracają.
                        Hertha Kräftner


MAM W DŁONIACH NIEBO...

 Mam w dłoniach niebo
w oczach rozświetlony dzień
srebrzystą ciszą
padającego deszczu
Wycałowany pragnieniem
las pachnący miłością
dwóch dusz
splecionych w uścisku lata
Poplątany czas
zatrzymany dla spragnionych
ciał
w bezdechu warg
w ramionach roztańczonych
aniołów
                             Ewa Korczyńska

NA ŁAWCE





Lubię parki z ławkami
Do wczoraj myślałam że lubię
chodzić bo mogę się zatrzymać
żeby popatrzeć na celowość zdarzeń
Na chłopca który z drzewa pluje na krawężnik
Na dziewczynę rytmicznie kołyszącą wózek
A przecież ruchu nie można zatrzymać
Kiedy siadam lub stoję jestem w ciągłym ruchu
Jak czas i zdarzenia które czas porusza
                                 Ewa Tomaszewska
 

MAŁY DWORZEC W DESZCZU

Spójrz z okna na świat
Mały dworzec w deszczu moknie
Postarzał się park i skwer w kałuże wpadł
To tylko jesień, myślę, deszcz i mgła
To tylko jesień, myślę, żal, że tak

Tak chciałam wróci tutaj, tu gdzie do dziś
Żyje wśród drzew z lata parę wspomnień

Jesień w oknach nic tu po mnie
Brąz pod nogi spadł
Żal oplata mgła jak folia
Melancholia

Cała jestem w ciepłych brązach
Deszcz pozmywał kurz
Z drzew opada kropel kolia
Melancholia

Spójrz hotel nas zna w kącie stoi smutny bilard
Nasz pokój nie nasz tapety w brudny wzór
Cóż to za pomysł myślę wracać tu
Cóż to za pomysł myślę jak ze snu

Tak chciałam wtedy zmoknąć latem gdy wiatr
Chłodził mi twarz dziwnie rozpaloną

Jesień w oknach nic tu po mnie
Brąz pod nogi spadł
Żal oplata mgła jak folia
Melancholia

Cała jestem w ciepłych brązach
Deszcz pozmywał kurz
Z drzew opada kropel kolia
Melancholia
                                           wyk.: Alicja Majewska

STOJĘ...


Stoję
Marmurem zamknięta
przeszłość leży
przede mną
Szarugą dzień szarpie
zimno
mokro
ciemno
W zadumie dni
minionych
wiatr liśćmi szeleści


Modlę się
Wokół krąg się zacieśnił
otwieram oczy
tu nie ma nikogo
Dotykam pnia drzewa
Modlitwa rzucona
Ściąga zasłuchane
dusze co odeszły

Zapalam ogień miłości
znicz
tu przyniesiony
Do modlitwy pieśni
Dołącza
ptak nieduży
Głosikiem słodkim
w smutku
osładza czas
miniony

Taniec
Niczym Druidzi tańczą
w białych szatach
zaczyna przeszłość z
przyszłością
zwoje rytmu splatać
Gdzieś w oddali dołącza
smętny śpiew
Cyganów

Wiatr
co z razu łagodny
wzburzył liście złote
Te piękne w kolorach
leżąc na kobiercu
ruszyły do tańca
układają się
w...wirujące
wieńce...

Nostalgia
Zimną dłonią
chwyta mnie za serce
Tęsknota
woła w ciszy....
!
Czas zamknąć
zew przeszłości!

Rzucam me wyzwanie!
Pieśń ma śpiewać
w przyszłości!
I niech tak się stanie...

Śmiech gorzki
przeleciał
nad ciszą
cmentarną
Jakże to...
Wobec Boga
ja mam duszę
marną...

Ktoś podał mi rękę
Będziemy iść razem
A zegar miłości
będzie bił odważnie
godziny spędzone
na Ziemi
Radośnie
Rozważnie

Czas biegnie
Ja kończę
pieśń mojej
modlitwy
Wokół drzewa nagie
stoją nieruchomo
słychać krzyk rybitwy
mgła otula pamięć
w zniczu drżą płomienie
cisza pieśń przejmuje
mrok zakrywa cienie
idę już do domu
opisać swe dzieje
                                    Aniela Zachaczewska

DZIEŃ ZADUSZNY

Takie ciche, ciche święto,
Rozjarzone świeczkami,
Dzień, w którym serce pozdrawia,
Pamięta
Tych, co rozstali się z nami.

Święto rozsnute mgliście
Nad jesiennym, zadumanym światem,
Gdy żywi zmarłym dobrą myśl wyślą,
Zmiotą z grobu zeschłe liście,
Położą kwiatek.

                                        Hanna Łochocka

GDY MILCZYSZ O GWIAZDACH...

Gdy milczysz o gwiazdach,
choć wzrok Twój w nich tonie
i w moich dłoniach
już dotykasz nieba —
szykuję kosz na gwiazdobranie,
takiego anioła mi trzeba...

Gdy jasną modlitwą
wypełniasz się cały
u Boga prosząc
powszedniego chleba —
zapalam światła na Twe przywitanie,
takiego anioła mi trzeba...
                                 Alicja Stefanowicz

MIŁOŚĆ

Moje wargi to motyl
który lekko wnosi się
a czerwonymi kwiatami twoje usta
które niezauważalnie się poruszają

Moje ręce spadają
na twoje plecy jak kaskady wody
A twoje jak wodospady

Zdaje się, że przypięły się do powietrza
owady, znieruchomiały.
Staliśmy zastygli pośrodku
otwartego wianka ciszy.
Wiatr który jeszcze przed chwilą szemrał
nagle zgasł.
W twoich włosach jaskółka czeka
na wzejście księżyca.

                                   Nikiforos Vrettakos

CHCIAŁBYM

Chciałbym być świeżym porannym tchnieniem
Wietrzyka,
Co twoje piersi wiosny pragnieniem
Przenika.
Chciałbym być słoncem, co cię ogrzewa,
W szat bieli.
Chciałbym być taką, co cię oblewa
W kąpieli.
Chciałbym tą cząstką wybraną zostać

Przestworza,
Które obleka biala twa postac
Jak zorza.
Chciałbym być okiem twym - i uśmiechem
Twym smętnym;
Falą twych włosów - piersi oddechem,
Krwi tętnem.
Chciałbym być dumań twych marzycielskich
Przedziwem.
Uczuć twych żarem - piersi twych sielskich
Ogniwem.
Chciałbym się cała mą przeobłoczyć
Osobą
W tobie - i z toba byt mój zjednoczyć:
Być tobą!

            Antoni Lange

SAMOTNOŚĆ

Samotność jest jak deszcz.
Z morza powstaje, by spotkać zmierzch:
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wrasta.
Dopiero z nieba opada na miasta.

Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu,
kiedy ulice biegną witać ranek,
i kiedy ciała nie znalazłszy nic,
od siebie odsuwają się rozczarowane;
i kiedy ludzie co się nienawidzą,
spać razem muszą - bardziej jeszcze sami:

samotność płynie całymi rzekami.
                          Rainer Maria Rilke
                           przeł. Janina Brzostowska

MÓWIĄ, ŻE LOJALNOŚCI NIE KUPISZ...

Mówią, że lojalności nie kupisz za groszy parę;
A mnie się to udało, czy dacie wiarę?

Mówią też, że przyjaźni nie kupisz prawdziwej,
A mnie znów się udało, czy to jest możliwe?

Bo znalazłem i kupiłem - to nie oszustwo -
Miłość, wierność i szczęścia całe mnóstwo.

A za te wszystkie skarby okazałe
Zapłaciłem canę tak niską, że to niebywałe!

Kupiłem jedno ufne, ogromne serce,
Oddane tak bardzo, że nie można więcej.

Jeśli więc szukasz małego skrawka nieba,
Kup sobie szczeniaka - więcej nic nie trzeba!
                                       Autor nieznany


PRZYPOMINAM

Jeśli umrzesz
nie włożę sukienki lila
nie kupię kolorowych wieńców
z rozszeptanym wiatrem we wstążkach
nic z tego
nic

przyjedzie karawan - przyjedzie
odjedzie karawan - odjedzie
będę w oknie stała - patrzyła

będę ręką machała
chustką wiewała
żegnała
w tym oknie sama
 

a w lato
w szalonym maju
położę się na trawie
na ciepłej
i rękoma dotknę twoich włosów
i ustami dotknę futra pszczoły
kąśliwej pięknej
jak twój uśmiech
jak zmierzch

potem będzie
srebrno-złoto
może złoto i tylko czerwono
bo ten zmierzch
ten wiatr
który trawom wszeptuje uparcie
miłość - miłość
nie pozwoli mi wstać
i pójść
tak zwyczajnie
do przeklęcie pustego domu

                          Halina Poświatowska

ZGAŚ MOJE OCZY

 

Zgaś moje oczy: będę widział ciebie,
zatrzaśnij uszy: będę ciebie słyszał,
odejmij nogi: też ciebie dosięgnę
i bez ust także będę cię zaklinał.
Wyłam mi ręce, a ja cię obejmę
mym sercem tak, jakby to były dłonie,
wstrzymaj mi serce, to mój mózg bić będzie,
a jeśli w mózgu pożar mi zażegniesz,
to wtedy cię na mojej krwi poniosę.
                                  Rainer Maria Rilke
                           przeł. Andrzej Lam

BIBLIOTEKA PAMIĘCI

Na półkach
wiersze wzruszające
w kwiecistych obwolutach
uniesień,
zebrane w tomiki
niezliczone ilości opowiadań
o ludziach spotkanych,
opasłe tomy słowników
słów:
niepotrzebnie powiedzianych
i słów nie powiedzianych,
miedzy woluminami
zdarzeń ciekawych
rękopisy
o sprawach niedokończonych,
kolorowe, oprawione
w wyobraźnię
albumy zdjęć
miejsc poznanych
Jedna półka jest pusta.
To miejsce
na wielotomową powieść
życia.
Piszę ją mozolnie.
Prawa autorskie ma
wydawnictwo
nostalgia.
                  Ryszard

WRZESIEŃ

 
 Wokół domu jeszcze zielone,
ale w parku już kolorowe listowie,
kasztany i żołędzie już schodzą na trawę,
będą dzieci miały świetną, twórczą zabawę.
W dzień pogodny, słoneczny będzie wycieczka,
w parku dzieci zbiorą jesienne plony do koszyczka,
owoce dębu podłużne w czapeczkach,
kasztanowca brązowe kuleczki,
sosny szyszki,
bukiet barwnych jesiennych liści.
Będzie zajęcie na długie wieczory,
dzieci poznają jesieni kolory,
pokażą swoje manualne zdolności,
będzie z tego wiele radości.
Każdy dzieciak będzie zadowolony,
wystrój pomieszczeń już zmieniony,
trud dzieci się opłaca,
to była dla nich ciężka praca,
wszystkie figurki misternie wykonane,
na wystawie są eksponowane.
Dzieci jesienne dzieła wystawiły,
nas złudzeń pozbawiły,
lato odchodzi,
wita nas złota jesień,
przecież to już wrzesień.
                                  Tamara Rzuchowska 

MOJE OBNAŻONE SERCE

- fragment wiersza poety

Prawie całe nasze życie zużywamy na głupie ciekawości.
A jest tyle rzeczy, które powinny w najwyższym stopniu wzbudzać ciekawość ludzi, 
 a które, sądząc z ich sposobu życia, nie zaciekawiają ich wcale.
Gdzie są nasi zmarli przyjaciele?
Po co my tu jesteśmy?
Czyśmy skądeś przyszli?
Co to jest wolność?
Czy można ją pogodzić z prawem opatrzności?
Czy liczba dusz jest skończona czy nieskończona?
A ilość ziem, które nadają się do zamieszkania?
                                                            Charles Baudelaire

LUBIĘ, KIEDY KOBIETA...

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie,
i wargi się wilgotnie rozchylą bezwiednie.
Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejacym uśmiechem.
I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.
Lubię to - i tę chwile lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.
                                                Kazimierz Tetmajer

JESIEŃ

Fot. Chibusia


W lesie krajobraz zbladł
z drzewa ostatni liść spadł.
Jesień owoce swoje zbiera
to jednak życie nie umiera.
W sercach miłość się budzi
u całkiem zwyczajnych ludzi.
Pragnienia budują obraz własny
wciskając go w mózg już ciasny.
Dla tej miłości miejsca nie braknie
gdy mrok jesienny zapadnie.
Da światło nam ogień miłości

by nikt nie zaznał samotności
                                    Grażyna Wieckowska 



JESIEŃ

Już liść opada, zżółknieją lasy
Otrzęsa owoce wrzesień;
Minęły z latem pogodne czasy,
Nastaje posępna jesień.
Gdzie pierwej jasne kwitnęły róże,
Zostają teraz tam głogi;
Gdzie pierwej bujne rumiało zboże,
Ścierń teraz tam kole nogi.
Podobnym trybem ludzkie podniety
Błysną, połechcą i giną.
Z wiekiem uroda i blask kobiety
Jak wody potoczne płyną.
Wszystko, co widzim, na świecie mija,
Wszystko się rychło starzeje.
Dzień za dniem leci, a czas wywija
Odmnienne coraz koleje.
Moje to tylko serce bez zmiany
Służy statecznie Kostusi.
Zawsze swe dla niej rozrzewnia rany
I kochać ja zawsze musi.
Niechaj rok pory przekształca swoje,
Na zmiennej ważąc je szali.
Ja zawsze przy mej Kostusi stoję,
Jednaki ogień mie pali.
Lube mi wprawdzie czyni pieszczoty,
Przez krasę ciała powierzchna;
Lecz bardziej bawią duszne przymioty,
Które jej nigdy nie zmierzchną
Kostunio moja! pięknaś, bo młoda;
Powabnaś, boś kwiatek świeży.
Lecz w to nie ufaj: blask i uroda
Jak wiosna z latem ubieży.
Ufaj w tym sercu, coć stale kocha.
I co cię nigdy nie zdradzi:
W nim się gruntuje miłość niepłocha,
Której traf żaden nie zgładzi.
                                 Franciszek Dionizy Kniażnin

OGRÓD MUZYCZNY

W dwie o żółte dłonie zaprzęgnięty
fortepian wiezie koncert będzie szczupły
bez worka rozmów - to to
Judaszów worek

Jak dumne świecie dogasają uszy
Świtam chusteczką - słynny ze wzruszenia
                                Autor nieznany

JEŚLI CHCESZ MNIE...

                       - Fragment wiersza poetki


jeśli chcesz mnie zatrzymać(spójrz odchodzę) podaj mi rękę
jeszcze może mnie zatrzymać ciepło twej dłoni
uśmiech też ma właściwości magnetyczne, słowo
jeśli chcesz mnie zatrzymać, wymów moje imię
                                       Halina Poświatowska