Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylvia Plath. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylvia Plath. Pokaż wszystkie posty

ŚPIĄCY

Żadna mapa nie zaznacza tej ulicy,
Gdzie śni tych dwoje śpiących.
Zgubiliśmy jej ślad.
A oni spoczywają pod wodą
W błękitnym niezmiennym świetle
Przy otwartych oszklonych drzwiach
Przysłoniętych żółtą koronką.
Przez wąską szczelinę
Wnika zapach wilgotnej ziemi.
Ślimak pozostawia srebrny ślad;
Ciemne zarośla okalają dom,
A my oglądamy się wstecz.

Pośród płatków bladych jak śmierć
I liści o wyraźnym kształcie
Oni śpią, tuląc usta do ust.
Biała mgiełka unosi się w górę,
Małe zielone nozdrza oddychają,
Śpiący przewracają się we śnie.
Wyrzuceni z ciepłych łóżek
Jesteśmy snem, który oni śnią.
Są poza zasięgiem wszelkich krzywd,
A my zrzucając skórę zsuwamy się
W inny czas.

                            Sylvia Plath

MAKI W LIPCU

Małe maki, małe płomienie piekielne,
Czy nie wyrządzacie żadnej  szkody?

Migotacie. Nie mogę was dotknąć.
Położyłam moje ręce pomiędzy płomienie. Nic nie płonie

I oglądanie was wyczerpuje mnie
Migotanie takie jak to , pomarszczona i jasna czerwień, jak skóra ust.

Usta dopiero co krwawiły.
Małe krwawe spódniczki!

Są tu opary których nie mogę dotknąć.
Gdzie są wasze opiaty, wasze przyprawiające o mdłości kapsułki?

Gdybym moga krwawić albo spać! -
Gdyby moje usta mogły poślubić ranę taką jak ta!

Albo wasze trunki przesączają się do mnie, w tej szklanej kapsułce,
Otępiając i uspokajając.

Lecz są bezbarwne. Bezbarwne.
                                      [Sylvia Plath]