Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autor nieznany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autor nieznany. Pokaż wszystkie posty

"CZŁOWIEK UMIERA..."

"Człowiek umiera… Znowu za szybko!
Człowiek umiera… Razem z nim wszystko.
Tylko wspomnienia po nim zostają,
Które wciąż mgliste z czasem się stają,
Których tak wiele, jednak za mało…
Znowu za szybko wszystko się stało!
Czasu nie było na pożegnanie…
Teraz zostało tylko płakanie […]”.
                       Autor nieznany
_________________________________________________________
_________________________________________________________
Pokój jego duszy
_________________________________________________________

Jego cytat: „przyszłość jest darem, aby wyjść poza błędy przeszłości i budować nowe drogi pokoju”.
________________________________


KONWALIA

 Wśród traw, zieleni i słońca
Śliczna konwalia wyrosła,
Pełna powagi i wdzięku
Z dnia na dzień rozkwitała pomaleńku,

Dzwoneczki śnieżne jakby z koronek,
Zwisają z kruchej, zielonej łodyżki,
Liście z delikatnością skrzydeł biedronek
Ochraniają białe dzwoneczki.

Lekki wietrzyk wiosenny i ciepły
Wraz z nim promień słoneczny
Kołyszą lekko konwalijkę zdobną
Jej zielono – śnieżną, suknię jedwabną.

Wonią, swą raduje łąkę; radość!
Więcej nic nie trzeba,
To jakby poemat pisać
Na błękicie nieba.

Kiedy wiosna odchodzi, a z nią woń konwalii,
Śnieżnych dzwoneczków nie ma na łodyżce,
Nawleczony na nią sznur czerwonych korali,
Które się rozsypią ciepłym latem po łące.

A każdy koralik, to początek życia:
Nowej woni, piękna, szczęścia
Bycia cząstką tego co dookoła
Żyje i dojrzewa, radością rozbrzmiewa.
z netu



Grinch nie był zły...

Grinch nie był zły. Był po prostu zranionym dzieckiem uwięzionym w ciele dorosłego. Nie nienawidził Świąt Bożego Narodzenia - bolały go wspomnienia, które ze sobą niosły. Każda świąteczna melodia, każde migoczące światełko i każdy szczery śmiech przypominały mu o dawnych ranach, złamanych obietnicach i miłości, której kiedyś tak bardzo pragnął.

Jego serce nie było zimne z wyboru, ale z potrzeby ochrony. Nauczył się budować wokół niego mur, by nie czuć ciężaru smutku, który mógłby go złamać. Jak wielu ludzi, którzy kroczą przez życie z poranioną duszą, Grinch nie odrzucał szczęścia innych - po prostu nie wiedział, jak pogodzić je ze swoją własną historią.

Często oceniamy to, czego nie rozumiemy. Za każdym gniewnym gestem i próbą odizolowania się kryje się opowieść, która zasługuje na wysłuchanie. Być może prawdziwym przesłaniem tej historii jest nie tylko to, że miłość ma moc przemiany, ale że warto nauczyć się patrzeć głębiej - dostrzegać ból ukryty pod maską obojętności.

Bo czasem wystarczy odrobina światła, trochę zrozumienia i wiele cierpliwości, by nawet najbardziej zranione serce znów zaczęło bić pełnym rytmem.

Autor nieznany



OSTATNI LIST

 ​W twym ogrodzie jasna róża kwitnie,

Gdzieś za horyzontem wieczność się schowała,

List z miłością w sercu piszę,

Do Ciebie, co odeszłaś, gdzieś gdzieś...


Po dniach cichych i nocach długich,

Twoja obecność znika wśród chmur,

Lecz wspomnienia jak iskierki płoną,

Twój uśmiech, twój głos, w moim sercu tu.

                                                                                                z netu




KALENDARZ PEŁEN RADOŚCI

~ Wiersz dla dzieci 

Nowy Rok. Dwa krótkie słowa -
 i wszystko będzie od nowa:
 styczeń, luty i marzec:

 Bałwanki, sanki, sasanki,
 ciepły wiatr wydmie firanki -
 i już się wiosna pokaże.

 Powrócą ptaki z południa
 las się rozśpiewa jak lutnia:
 kwiecień, maj - 
 dwa pachnące miesiące.

 A potem stanie przed domem
 czerwiec z koszykiem poziomek,
 czerwiec promieni jak słońce.

 A lipiec przysiądzie na lipie,
 miodowym kwiatem posypie,
 zapachnie żniwem i żytem.

 Potem nad sadem rozbłyśnie
 sierpień rumiany jak wiśnie,
 sierpień okryty błękitem.

 Srebrny od nitek pajęczych
 wrzesień dzwonkami zadźwięczy:
  - Dzieci, już pora do szkoły!

 Ech, pora kolorowa,
 błyszcząca, kasztanowa,
 październik, październik wesoły!

 Listopad - wiatr jak latawiec
 i biały szron na murawie
 i chmury śniegiem pachnące.

 Grudzień z choinką i w szubie.
 Lubię choinkę i grudzień, lubię
 cały rok - wszystkie miesiące!

                               z netu

KTO PAMIĘTA O ZWIERZĘTACH

Leśnik sarnom wyniósł siano
i sól do solniczki,
a wiewiórka chowa w dziupli
swoje smakołyczki.

Lis futerko kupił nowe,
wróble zaś zmieniły piórka.
W sen zapadły jeże, żaby,
śpi już nawet mała pszczółka.

Cisza w lesie coraz głębsza,
pochowały się zwierzęta.
Co też zimą będą jadły?
Czy też o nich ktoś pamięta?

 Pan leśniczy dba o sarny
 w swej leśnej zagrodzie.
 My o ptaki dbać musimy,
 lecz w naszym ogrodzie.
                           Iwona Salach

TRZY DRZEWKA

 Pewnego razu, na wzgórzu, rosły sobie trzy drzewa. Rozmawiały one o swoich marzeniach i nadziejach, kiedy pierwsze z nich powiedziało: "Mam nadzieje, że pewnego dnia będę skrzynią, w której trzymane będą klejnoty. Będę wypełnione złotem, srebrem i cennymi klejnotami. Będę mogło być ozdobione rozmaitymi rzeźbami i każdy będzie mógł zobaczyć moje piękno."
 
    Wtedy drugie drzewo powiedziało: "Może pewnego dnia stanę się potężnym statkiem. Uniosę na swym pokładzie króla i królową i popłyniemy poprzez szerokie wody aż na krańce wiata. I każdy będzie czuł się bezpiecznie, z powodu solidności kadłuba, który ze mnie będzie zbudowany."

     W końcu trzecie drzewo powiedziało: "Chce rosnąć, aby być najwyższe i najbardziej proste w całym lesie. Ludzie zobaczą mnie na szczycie wzgórza i będą spoglądać na moje gałęzie, i my leć o niebie i o Bogu i o tym, jak blisko Jego jestem. Ja będę największym drzewem wszechczasów i ludzie zawsze będą o mnie pamiętać."

     Po kilku latach modlitwy o to, aby ich marzenia się spełniły, grupa drwali natknęła się na nie. Kiedy jeden drwal zbliżył się do pierwszego drzewa odrzekł: "To tutaj wygląda na mocne, silne drzewo, wydaje mi się, że będę mógł sprzedać je stolarzowi" i zaczął je ścinać. Drzewo było szczęśliwe, ponieważ wiedziało, ze stolarz zrobi z niego piękną skrzynie.

     Przy drugim, drwal powiedział: "To drzewo również wygląda na mocne, powinienem je sprzedać do stoczni" i drugie drzewo również było szczęśliwe, bo wiedziało, że jest to dla niego możliwość stania się potężnym statkiem.

     Kiedy drwal podszedł do trzeciego drzewa, drzewo było przerażone, gdyż wiedziało, ze jeżeli zostanie ścięte, jego marzenia się nie spełnią. Jeden z drwali postanowił sobie je zabrać.

     Wkrótce po przybyciu do stolarza, z pierwszego drzewa zostały zrobione karmniki, koryta i żłoby dla zwierząt. Zostało więc postawione w stodole i wypełnione sianem. To wcale nie było to, o co drzewo się modliło. Drugie drzewo zostało cięte i zrobiono z niego małą łódkę rybacka. Skończyły się jego sny o staniu się potężnym statkiem i braniu na swój pokład koronowanych głów. Trzecie z nich zostało pocięte na wielkie belki i pozostawione w ciemności.
 
    Lata mijały, i drzewa zapomniały już o swoich marzeniach. Pewnego dnia mężczyzna i kobieta weszli do szopki. Kobieta urodziła i położyła niemowlę na sianie, wypełniającym żłobek zrobiony z pierwszego drzewa. Drzewo mogło odczuć powagę tego wydarzenia i wiedziało, że nosi największy skarb wszechczasów.

     Minęło nieco lat. Grupa ludzi wybrała się na połów w łódce zrobionej z drugiego drzewa. Jeden z nich był bardzo zmęczony i ułożył się do snu. Kiedy wypłynęli na szerokie wody, zerwała się burza i drzewo pomyślało, że nie będzie wystarczająco silne, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Mężczyźni obudzili śpiącego, a on wstał i powiedział "Pokój!", a wtedy burza ustała. Wtedy już drzewo wiedziało, że ma na swoim pokładzie Króla królów.

     W końcu przyszedł kto i zabrał trzecie drzewo. Było niesione ulicami, tłum zaś kpił z człowieka, który je niósł. Kiedy się zatrzymali, człowiek ten został przybity gwoździami do drzewa i podniesiony, aby umierać na szczycie wzgórza. Kiedy nadeszła niedziela, drzewo zrozumiało, że było wystarczająco silne, aby stać na szczycie wzgórza i być tak blisko Boga jak tylko możliwe, ponieważ to na nim został ukrzyżowany Jezus.

   Morał tej historii jest taki, że kiedy wydaje ci się, że wszystko idzie nie po twojej myśli, zawsze wiedz, ze Bóg ma dla ciebie pewien plan. Jeśli Mu zaufasz, obdarzy cię hojnie. Każde z drzew otrzymało to, o co prosiło, ale nie w sposób, w jaki to sobie wyobrażało. My nigdy nie wiemy, jakie są plany Boga wobec nas. Wiemy tylko, że Jego drogi, nie są naszymi drogami, ale Jego drogi są zawsze najlepsze.
                                                                                                   

  ~ z netu 

 

SERCE...

Serce.
Chyba lepiej być bez serca.
Wówczas byłoby o wiele łatwiej.
Prościej.
A na pewno mniej boleśnie.
Bo jak mam teraz żyć, skoro moje serce
zostało zdruzgotane?
Roztrzaskane.
Zmiażdzone.
A mimo to nadal bije.
Nie chcę tego.
Chciałbym przestać odczuwać cokolwiek,
stać się zimnym głazem, obcym dla wszystkich,
nieznajomym dla siebie.
Tak bardzo chciałbym zapomnieć.
O tym, co zrobiłem.
Ale jeszcze bardziej chciałbym...
chciałbym powiedzieć jej,
co naprawdę czuję.
Lecz... czy jeszcze potrafię?
Czy kiedykolwiek będę umiał...?
                             Autor nieznany

MÓWIĄ, ŻE LOJALNOŚCI NIE KUPISZ...

Mówią, że lojalności nie kupisz za groszy parę;
A mnie się to udało, czy dacie wiarę?

Mówią też, że przyjaźni nie kupisz prawdziwej,
A mnie znów się udało, czy to jest możliwe?

Bo znalazłem i kupiłem - to nie oszustwo -
Miłość, wierność i szczęścia całe mnóstwo.

A za te wszystkie skarby okazałe
Zapłaciłem canę tak niską, że to niebywałe!

Kupiłem jedno ufne, ogromne serce,
Oddane tak bardzo, że nie można więcej.

Jeśli więc szukasz małego skrawka nieba,
Kup sobie szczeniaka - więcej nic nie trzeba!
                                       Autor nieznany


OGRÓD MUZYCZNY

W dwie o żółte dłonie zaprzęgnięty
fortepian wiezie koncert będzie szczupły
bez worka rozmów - to to
Judaszów worek

Jak dumne świecie dogasają uszy
Świtam chusteczką - słynny ze wzruszenia
                                Autor nieznany

UPADŁY ANIOŁ

Upadły Anioł.
Czy wiesz co znaczy to słowo
Czy wysłannika niebios z opuszczoną głową
A może kogoś, kto chciał mieć ciągle więcej
A teraz nie ma już skrzydeł lecz zakrwawione ręce
Upadły Anioł
Może tak się człowieka odznacza
Którego nikt nie kocha, uwagi na niego nie zwraca
Lecz wystarczy podać mu rękę
By się podniósł i nie upadł więcej
Upadły Anioł
A może to człowiek
Któremu źli ludzie zerwali aureolę
I oderwali skrzydła, by wrócić już nie mógł
Do nieba, by znowu pomagać bliźniemu
Upadły Anioł
Może to być każdy z nas
Gdy upadniemy i nie możemy wstać
Czy ktoś pomoże, poda nam dłoń
Byśmy mogli powstać i uwierzyć w to
Że każdy ma w sobie Upadłego Anioła

                          [z netu]


TĘCZY ŚWIATŁO

fot. Chibusia

Pamiętasz tęczę barwą pięknie zdobioną
Ozdoba nieba gdy deszcz przemawiał
Ekspozycja serc marzeniami zrobioną
Wylana łzami które Anioł zamawiał

Most w obłokach uczuć stęsknionych
Jedność myśli pośród wolnych kolorów
Jeszcze czysta miłość dusz niezranionych
Oddaje strukturę wszystkich swych walorów

Zaczarowana wzywa magią przepiękną
Tworzy nastrój uniesień bliskości raju
Gdzie najtwardsze skorupy miękną
A człowiek sięga bajkowego gaju

Dosięgnijmy drogi usłanej naturą
Ułożona widokiem czystości wzroku
Bez grzechu ścieżki owocu miksturą
Przypomnij wartości światła a nie mroku

                                          [z netu]

PIEŚŃ O ANIOŁACH

Odjęto wam szaty aksamitne,
Skrzydła i nawet istnienie,
Przywdzieliście zbroje groźną.
Ja jednak wierzę wam,
Wysłańcy.
Czuję bowiem co wami kieruje,
Czuję wiary ogromny żar.
Wierzę w słowa które mówicie,
Wierzę, że niesiecie nam dar.
I kiedy kotara iluzji opadnie,
Odsłaniając prawdę jedyną,
Pamiętajcie o mnie stróżowie.
Ma wiara niezłomna wstąpi,
Niech znakiem będzie na niebie.
Mej lojalności i poparcia,
Dla was armio świata.
Dla was Wysłańcy.
                                            [Autor nieznany]

MORSKA SYRENKA

W słońcu skąpana
wiatrem owiana
półnaga

Siedzi na plaży
i o czymś marzy
wciąż czeka

W zachodzie słońca
taka mieniąca
nie blednie

Gdy noc nadchodzi
i wiatr ją ochłodzi
zasypia

Jak morze zawoła
to śpiewa wesoła
odchodzi

Śpiew jej tak dzwoni,
że smutki rozgoni
gdzieś w kąt

Jak zwiewna sukienka
i piękna piosenka
to ONA-morska syrenka.
                         [z netu]

MIECZ

 

Jestem Michał, Archanioł.
Trzymam w ręce miecz prawdy.
Odcinam wszystkie złe moce,
Co świat otaczają wokół.

Jeśli przystąpisz do nowej prawdy,
Połączę cię z nieskończonym źródłem.
Wybawię od strachów i lęków.
Przemienię twe serce w żywe złoto,
A świadomość w brylant bez skazy.

Mój miecz jest kluczem do twojej wolności.
Zrobię z ciebie piękny instrument.
Zagrasz i zatańczysz w pełni miłości,
Przed Wielkim Światłem.
                                            [z netu]

ANIELSKA MIŁOŚĆ

"Podczas szarych i mglistych dni...
Zamknięty w pajęczynie mroku...
Skulony od bólu i mrozu...
Czekał na pierwsze promienie słońca...
Uśpiony w kręgu istnienia...
Zatruty toksyczną mieszanką...
Jako cień padało jego ciało...
                                 Dla Ciebie mój Aniele...
                                 z krwistymi pięknymi skrzydłami...
                                 Jaśniejsza niczym zorze poranne...
                                 Słodsza niż miody elizejskie...
                                 Dla Ciebie dziś oko otworzył...
                                 Wciągnął płytko ożywcze tchnienie...
Przyszłaś tu nie wiadomo skąd...
Twe imię na zawsze ukryte zostanie...
Może zbłądziłaś, zgubiłaś swą drogę...
Na strzępy rozerwałaś mych strażników...
Stłumiłaś ciszę bębniącą od wieków...
Znalazłaś go wśród tego mroku...
Leżał cicho na mroźnych posadzkach...
 zbuntowany... upadły przed laty...
 Od bólu... cierpienia skulony...
 Niczym liść zdeptany i porzucony...
 W kałuży swej krwi zanurzony...  
Przyniosłaś ze sobą świeżość...
i stopy przybrałaś kwiatami...
Poiłaś nektarem ust Twoich...
Karmiłaś słowami nadziei...
By uwierzył, że wciąż latać potrafi...
Słuchał bajek o wróżkach i magach...
W wyobraźni daleko wciąż był...
                                     Oddałaś mu część swoich piór...
                                     Otuliłaś by skóra nabrała rumieńców...
                                     Zakrywałaś szpary wspomnień...
                                      i przeszłość bolesną...
                                     Chciałaś nauczyć go żyć od nowa...
                                     Sprawić by słońce znów jasno świeciło...
Zabrało Ci to wiele nocy...
Nie przespanych, męczących i długich...
Wiele gwiazd straciło swój blask jedyny...
Wiele wody spłynęło w głąb ziemi...
By znów odżył... nauczył się kochać...
By znów twardo mógł stanąć na ziemi...
Poczuł powiew w swych skrzydłach tak czarnych...
Pewny, że świat należy też i do niego...
Tuliłaś, gdy dreszcze go brały...
Czuwałaś, gdy odchodził myślami...
Całowałaś, gdy rany krwawiły...
I czekałaś, gdy mijały godziny...
                                          Wciąż wierzyłaś że pióra zbieleją...
                                           Że znów w pełni jasności powstanie...
                                           Że uleci wysoko pod chmury...
                                           Że twój uśmiech kiedyś odwzajemni...
Lecz mijały kolejne wieczory...
Kwiaty więdły... zapachy znikały...
Jego ciemność ustąpić nie chciała....
Wpleciona głęboko w jego duszę...
Niczym kotwica rzucona na morzu...
Pokochałaś te pióra cierpienia...
niczym swoje tuliłaś do serca...
Łzy roniłaś gdy padały na ziemię...
i gdy w proch się zamieniały...
Pokochałaś jego oczy bezdenne...
Niczym w lustrze odbicie tylko było...
Nie pozwalając nikomu przejść dalej...
Niczym bramy chroniły jego duszy...
Pokochałaś...
Bez pewności, że czuł to samo...
Ze strachem, że mrok na zawsze zostanie...
Lecz też lękiem przed prawdy promykiem...
Wolałaś nie poznać prawdziwej natury...
W niepewności zanurzyć się trwając do końca...
Zimy mijały... i letnie wieczory...
Zamieszkali w jaskini przeszłości...
Lecz ubrali ją w ciepło i jasność...
Zapełnili miłością anielską...
Blask gwiazd wpuścili do środka...
Z odrobiną cienia po kątach...
Ich dusze odeszły letniego poranka...
Wszystkie świerszcze żegnały ich wtedy...
Wtuleni z uśmiecham na twarzy...
W pełni słońca zdążali do nieba...
Szczęśliwi, że życie im siebie dało...
Że jej miłość sprawiła cud wielki...
A w tym miejscu w jaskini ich życia...
W noc sierpniową... i krwistą do rana...
Na skale gdzie głowy trzymali...
Dwa kwiaty wyrosły tej nocy...
                                        Jeden wielki radosny... tęczowy...
                                        Niczym motyl mieniący swe barwy...
                                        Drugi smukły i czarny jak smoła...
                                        Niczym noc zamknięta w pudełku...
Dwa kwiaty nadziei i mroku...
Splecione liśćmi na zawsze...
Jednością silne... wzgardzone światem...
I ukryte przed słońcem głęboko...
Tylko siebie potrzebowały do życia..."
                                     [z netu]

BYĆ MOTYLEM...

Być motylem...
obudzić się na zielonej łące
 i wykąpać w kropelce rosy.

Być motylem...
usiąść na płatku różowej stokrotki
i ukoić się jej zapachem.

Być motylem...
zatańczyć z wiatrem wśród
obłoków i podarować słońcu uśmiech.

Być motylem...
zachwycać swym pięknem kogoś
obcego usiąść na ramieniu
i szepnąć do ucha
- popatrz, jaki świat jest piękny!
                                           [z netu]

ANIOŁ MOJEJ DUSZY

Pochylasz się nade mną...
Dotykasz białego czoła swoją ciepłą dłonią
i tym samym okrywasz mnie płaszczem utkanym z marzeń...

Niczego się nie lękam,
bo trwasz przy mnie...
zawsze
Jesteś częścią tego co nieśmiertelne
Jesteś Aniołem... Aniołem mojej duszy...

Więc wejrzyj w nią swymi gwieździstymi oczami,
roztop ten kryształowy mur mojego serca,
w którym lśni "Jezioro Łez"...
Nie pozwól by znowu wezbrało...
Zostań
na zawsze...
Bo przecież jesteś częścią tego, co nieśmiertelne...
Jesteś aniołem...
Aniołem mojej duszy... 
                                               [z netu]

TRZY ANIOŁY

...Lubiłem święta - powiedział pierwszy anioł - były jasne i rodzinne...
Pamiętam był stół a na nim pyszności... Było wielkie drzewo z dziwnymi ozdobami.
Był śmieszny czerwony człowiek z figlarną brodą aż do ziemi, stary pewnie więc i mądry - dobry kochany dziadzio i zawsze dostawałem maleńką rzecz i całe morze czułości... Było wtedy tak ciepło...

- Mi nigdy nie było ciepło w święta... - powiedział drugi anioł... Jedyne co mnie kiedykolwiek ogrzewało to słońce, jedyna jasność i ciepło jakie znam pochodzą od niego lub od podpalonego kubła śmieci w śnieżną zimę - wtedy chyba są właśnie święta... Widziałem uśmiechy ludzi, światełka w oknach, ale nigdy tego nie rozumiałem...
Święta... mówisz aniele... - tak chyba były... ale nie dla mnie, nie na bruku, nawet nie w najbardziej przytulnym kartonie, rzuconym przez kochaną dłoń na gwiazdkę od niechcenia...

Trzeci anioł nie mówił nic... Tęsknie spojrzał na ziemię, dojrzał na niej to o czym mówiły dwa starsze anioły...

Otulił się swoimi skrzydłami... tak jakby nigdy nie był tulony...

Jedna łza spłynęła po policzku małego anioła...

...Ciekawe jakby wyglądały moje święta - wyszeptał - ...gdybyś pozwoliła mi się mamo narodzić...
[z netu]