BŁĘKIT

Błękit nieba słońcem oświetlony
Odbija niebieskie promienie
tworząc barwę niebiańską
Tam kłęby chmur znalazły schronienie
i ludzkie marzenia co w nich błądzą

Błękit wód słońcem oświetlonych
wznosi się falą wysoką
Rodzi niespokojną barwę tajemnicy
z której wzięliśmy początek
Pragnąc ją poznać
wchodzimy w głębiny
i samych siebie

Błękit sukienki oświetlonej słońcem
pasuje do oczu podkreślonych kreską
I blond włosów uczesanych wiatrem
I emocji wznieconych błękitem
I marzeń zanurzonych w niebie
I zatopionej w wodach tajemnic
[Lidia Nowosad]

OBŁOKI

 

Obłoki, straszne moje obłoki,
jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi,
chmury, obłoki białe i milczące,
patrzę na was o świcie oczami łez pełnemi
i wiem, że we mnie pycha, pożądanie
i okrucieństwo, i ziarno pogardy
dla snu martwego splatają posłanie,
a kłamstwa mego najpiękniejsze farby
zakryły prawdę. Wtedy spuszczam oczy
i czuję wicher, co przeze mnie wieje,
palący, suchy. O, jakże wy straszne
jesteście, stróże świata, obłoki! Niech zasnę,
niech litościwa ogarnie mnie noc.
                                  [Czesław Miłosz]

NA ŚNIEGU

Bielą się pola, oj bielą,
Zasnęły krzewy i zioła
Pod miękką śniegu pościelą...
Biała pustynia dokoła. -

Gdzie była łączka zielona,
Gdzie gaj rozkoszny brzozowy,
Drzew obnażone ramiona
Sterczą spod zaspy śniegowej.

Opadła weselna szata,
Zniknęły wiosenne czary,
Wiatr gałązkami pomiata,
Zgrzytają suche konary.

Tylko świerk zawsze ponury,
W tym samym żałobnym stroju,
Wśród obumarłej natury
Modli się pełen spokoju.

Więc drzewa obdarte z liści
Na jego ciemną koronę
Patrzą się okiem zawiści,
Głowami trzęsą zdziwione...

Próżno głowami nie trzęście,
Wy nagie, bezlistne gaje!
Przemija rozkosz i szczęście,
Boleść niezmienną zostaje.
                                                       [Adam Asnyk]

WCIĄŻ JESTEŚ...

        Wciąż jesteś przy mnie.
        Wszelki dźwięk i ruch tak zwykły,
        jak schylenie czoła ku rękom,
        trzepot powiek i cichy uśmiech zamyślenia -
        to jesteś ty.

        Milczenie ust, puls serca i pieszczota dłoni
        nie chwycą ciebie,
        ani słowo, które w przemożny rośnie rytm
        i jakby falą i ciemnością
        ogarnia mnie...

        Więc smutek, gorycz, tęsknota
        - czyż naprawdę jestem struną,
        na której ból mijania w dźwięk się przewija?

        Tylko jedna ty, kiedy schylasz się nade mną
        uważnie patrząc w moje oczy,
        uciszasz drżenie i mój ból,
        i chociaż ciebie nie ogarnę słowem i gestem,
        jest mi dobrze
        i mówię ci po prostu:
        jesteś...
                                       [Tadeusz Borowski]