Odjęto wam szaty aksamitne, Skrzydła i nawet istnienie, Przywdzieliście zbroje groźną. Ja jednak wierzę wam, Wysłańcy. Czuję bowiem co wami kieruje, Czuję wiary ogromny żar. Wierzę w słowa które mówicie, Wierzę, że niesiecie nam dar. I kiedy kotara iluzji opadnie, Odsłaniając prawdę jedyną, Pamiętajcie o mnie stróżowie. Ma wiara niezłomna wstąpi, Niech znakiem będzie na niebie. Mej lojalności i poparcia, Dla was armio świata. Dla was Wysłańcy.
Na spróchniałej wierzbie naznaczonej czasem przy staruszce brzozie wiekiem zgarbionej pod krzyżem kamiennym, życiem wyszczerbionym. Tam spotkasz Beskidzkie Anioły. To nie gwiazdy niebieskich pałaców. Są niepozorne, szare skrzydła tulą do ramion nakrywając kwiat zziębnięty, nad grobami klęczą niedoli słuchając, i coś cicho szepcząc. Suknie i płaszcze łąkom oddają by nagość swą mogły chować przed światem. I krzyże samotne, strażników dni minionych czule całują, łzą z kurzu obmywając. Przed ludźmi czmychają Anioły Beskidzkie